- Jakie przeszkody Pan widzi na płaszczyźnie rozszerzenia i pogłębienia współpracy gospodarczej między Polską a Ukrainą?

- Warunki handlowe na terenie Ukrainy tworzą przecież Ukraińcy, którzy są zainteresowani inwestycjami, eksportem i importem. Więc wszystko zależy od tego, co sobie życzą i co potrafią uczynić. Polska jest bardzo zainteresowana we wzajemnym pogłębieniu współpracy i my nie stosowaliśmy jakichś specjalnych utrudnień dla ukraińskich towarów.

Natomiast przykładem takich utrudnień dla nas był ukraiński zakaz eksportu polskiego mięsa od 6 marca 2006 roku, który nie został zniesiony do tej pory. Co prawda, udział tej pozycji w polskim eksporcie nie sięga nawet 1 %, a więc nie jest to wielki uszczerbek dla współpracy polsko–ukraińskiej, tym niemniej można by takich praktyk uniknąć w przyszłości.

Na razie, po sprawdzaniu naszych przedsiębiorstw przez ukraińskie służby sanitarno–weterynaryjne, już odblokowano dla eksportu 24 polskie zakłady mięsne. Niedawno skończyła pracę druga grupa i mam nadzieję, że będzie odblokowana droga eksportowa dla jeszcze kilkunastu polskich zakładów.

W każdym bądź razie, poniekąd słyszane rozmowy o tym, że jakoby polski eksport mięsny „zabija” produkcję ukraińską, - nie mają żadnych podstaw. Bo popyt na rynku mięsa na Ukrainie wyprzedza możliwości podaży producenta ukraińskiego; i to w warunkach, kiedy ilość bydła i trzody maleje.

- Proszę Pana, jak można krótko ocharakteryzować strukturę  obrotów obu krajów i z jakiej strony idzie aktywniejsze, jak to się mówi, - „natarcie” ekonomiczne?

- Struktura eksportu polskiego jest bardzo zróżnicowana: przemysł elektromaszynowy, wyroby chemiczne i szeroka nomenklatura różnych towarów. Natomiast do Polski z Ukrainy idą przeważnie surowce i półfabrykaty.

Więc polski eksport na Ukrainę stanowi 3,9 mld. dolarów i 1,3 – import (czyli eksport z Ukrainy do Polski).

- Ktoś może być niezadowolony, że saldo handlowe jest ujemne dla Ukrainy...

- Ale, przepraszam, to Ukraina musi myśleć o swoim miejscu na rynku europejskim i być szanowana nie tylko w emocjach, a przedę wszystkim w obrotach towarowych, a zwłaszcza jeżeli chodzi o rynek Unii Europejskiej.

My, ze swojej strony, sugerujemy, a nawet podpowiadamy stronie ukraińskiej, jak poważnie zadomowić się na tym rynku.

- O jakich konkretach w zakresie inwestycji kapitałów polskich na Ukrainie można by dzisiaj mówić?

- Mimo, że jak na dzisieszą skalę ocen, Polska jest krajem na razie z niewielkim kapitałem inwestycyjnym, ale nasze korporacje „Indykpol”, „Duda”, inni już zaczynają realizować ciekawe projekty, Na przykład w obwodzie żytomierskim firma „Cersanit” zainwestowala dość sporo i buduje fabrykę aparatury sanitarnej.

Na razie polskie inwestycje na Ukrainie stanowią niewiele ponad 400 mln. dolarów, ale to dopiero początek.

Ja jestem optymistą. Jestem pewien, że obroty towarowe i inwestycje w zakresie współpracy gospodarczej między Polską a Ukrainą będą stale rosnąć. Dlatego na razie trzeba czytelnie określić warunki prawne, systemowe — bo to jest filarem podstawowym współpracy. Bo kto zechce inwestować, kiedy nie wiadomo czyja to ziemia i czyj obiekt?

Co się tyczy handlu, - nikt nikomu niczego nie wmusza. Jest popyt, podaż i oferta. Trzeba przyznać, że na razie polskie towary są bardziej atrakcyjne. Ale na przyszłość poziom atrakcyjności towarów ukraińskich oczywiście wzrośnie.

- Powracając do poezji, - czy Pan już ma wydany tomik swoich wierszy?

- Dotychczas nie miałem zbyt dużo czasu na załatwienie tej sprawy. Mam nadzieję, że jak wrócę do kraju, wtedy zajmę się realizacją tych zamierzeń, a zwłaszcza, że już mam wydawcę, który z przyjamnością załatwi całą sprawę.

- Podobno u Pana ma być sporo tego tworzywa?

- Tak, zgromadzilo się bardzo dużo. Zaczynałem jeszcze w okresie studenckim od rozglośni na Jelonkach w „Radiu Zielonego Osiedla”, gdzie byłem feletonistą, pisałem różne utwory satyryczne, byłem spikerem. Potem, kiedy już jeździlem po świecie, to zawsze jakiś ślad zostawał w formie wierszy - większy czy mniejszy, Ten wiekszy, to chyba z Paryża i z Kijowa. Tu ta wena poetycka jakby zaowocowała obficie.

- A jak i kiedy ta wena zazwyczaj się zjawia?

- Przeważnie wtedy, gdy trochę uwalniam głowę od pracy - w niedzielę, podczas urlopu. I wtedy jakoś szybko, bywa że w kilka lub kilkanaście minut, zapisuję jakiś nowy wiersz. Zresztą Pan był tego świadkiem, Redaktorze, kiedy tuż przed początkiem wieczoru Mickiewiczowskiego w Bibliotece przy ulicy Iwana Franko, powstał wiersz okolicznościowy w ciągu dziesięciu minut!

- Ale przecież musi do tego być odpowiedni nastrój!

- Proszę Pana, jestem z natury niepoprawnym optymistą. Daj Boże wszystkim mieć taki charakter. Ja nie potrafię dlugo się martwić. Czasem się skrzywię, ale nie potrafię obrazić się na kogoś - pięć minut i to przechodzi.

I właśnie z tej pogody ducha wyrasta w moich wierszach ten delikatny humor, którym pragnę udobrodusznić i udobruchać Czytelnika.

- Z pewnością Panu, Panie Radco, to całkowicie sie udało, o czym świadczą nie tylko listy Czytelników naszego pisma.

W imieniu Redakcji dziękuję Panu za bardzo pożyteczną i plodną kilkuletnią współpracę z naszą gazetą. Wkrótce, o ile wiem, opuszcza Pan Ukrainę? Żałujemy, że tracimy Cennego i Szanowanego przez nas i Czytelników Autora...

- To ja dziękuję Redakcji za dotychczasową miłą i życzliwą współpracę. Ale, jak mówią fizycy, w przyrodzie nic nie ginie. A przyjaciół, do których Was zaliczam, nie zapomina się na pewno nigdy.

A na razie, mówię: do zobaczenia!

Na łamach „Dziennika Kijowskiego” - również!

Rozmowę zanotował
Eugeniusz GOŁYBARD
(Zdjęcie - Autora)


Strona: [1] | [2]




[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2021 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard