Między nami, Polakami

 

Żeby było jasne dla podobnych Adamów...

 

W polemicznym artykule „Nazywać rzeczy po imieniu” autorstwa rozgniewanego Adama Jerschiny, walczącego przeciw nacjonalizmowi ukraińskiemu, w kontekscie oburzenia tegoż autora na publikację Borysa Dragina w „Dzienniku Kijowskim” Nr 8, 2010, zostało również przyplecone moje imię.

 

Otóż z ręki p. Jerschyny czytelnicy dowiedzieli się, że:

po-pierwsze, „...artykuł Pana Gołybarda jest roztrząsaniem rosyjskiego stosunku do Katynia”;

po-drugie, powinniśmy dostosować się do „pozytywnego już kursu Moskwy wobec tragedii sprzed 70 lat”;

po-trzecie, jeżeli ktoś nie zechce dostosować się do „pozytywnego już kursu Moskwy wobec tragedii” (oczywiście, że idzie o okrutnym zabójstwie 22 000 osób polskiej elity narodowej przez NKWD sowieckie w kwietniu-maju 1940 roku), to taka postawa według p. Jerschyny „jest – delikatnie  mówiąc – nietaktem wynikającym z nadmiaru rusofobii”.

Ten Adam nie po raz pierwszy nakłada swój kategoryczny werdykt na moje publikacje (zresztą nie tylko moje), zbytnio nie przebierając wyrazów, używając wcale nie przyzwoitych, a poniżających, wręcz aroganckich, jeżeli nie chamskich słów.

Dotąd nie reagowałem na wypady tego pana, uważając te wybryki za warte współczucia. Spodziewałem się również na szczególny poziom intelektualny i moralny p. Adama, deklarowany przez niego przy byle okazji.

Więc w ciągu pewnego czasu oczekiwałem od tego pana należytego przeproszenia za nieuzasadnione i bezpodstawne odelgi, chociażby za leksyczne „perły” w jego publikacji „O «Dzienniku Kijowskim» i jego czytelnikach bez histerii” pod czas dyskusji, wywołanej na łamach naszego pisma z powodu mego rezonansowego artykułu p.t. „Ratunku, kochani, ratunku” na początku 2006 roku.

W trzech częściach tamtego artykułu były poruszone bardzo ważne problemy organizacyjne Polonii ukraińskiej oraz podane konkretne propozycje technologiczne dla jej wzmocnienia i nabycia autorytetu w społeczeństwie ukraińskim.

Ale A. Jerschina zobaczył w tym materiale tylko... żabę(!) i, w dość oryginalny sposób komentując artykuł, nie bez zadowolenia wielokrotnie wydeptał moje imię stosując takie wyrazy i zwroty:

„...zamiast mądrego tekstu na pokaźnej części numeru przeczytałem puste «pięknosłowie»... cały ten jałowy materiał... (i tutaj odrazu werdykt A. Jerschiny – niby to ja twierdzę, że «winni gnuśni Polacy z prezesami polskich stowarzyszeń»).”

I dalej ten pan kontynuuje w podobnym stylu arogancji:

 „...Fe! Płaski to humor... żałosne podłoże w mentalności z okresu realsocjalizmu... na takim właśnie gruncie E. Gołybard zbudował swoje pretensje... Uff!  Ileż w tym jednym zdaniu jest niepotrzebnej egzaltacji.”

No i oczywiście – mentorskie pouczenie od tego pana:

„Kultura nie wędnie, panie Eugeniuszu, ...świadczyć może albo o własnej próżności, albo o innych także mało chwalebnych cechach. E. Gołybard «kokieteryjnie» pisze... ten przestarzały zwrot grzecznościowy tyczy bardziej klientów zakładu szewskiego, aniżeli ludzi pragnących prawdziwej kultury... autor i redaktor zgubili swe rozumy...”

Wreszcie na koncu swego «niekokieteryjnie» egzaltowanego odpowiednimi przymiotnikami monologu, p. Adam reasumuje: 

„...nie reagowałbym inaczej, jak tylko życzeniem szybkiego odwiezienia nieszczęśnika do stosownego szpitala... redakcja (niestety) nie odcina się od «złotych myśli» E. Gołybarda...”.

Takie są «złote myśli» p. Jerschiny, który walcząc przeciw autora i redakcji, wtedy raczył powiedzieć i o sobie samym:

„Dlatego dbam o soczystość i językową perfekcyjność swojego pisania...”

Jak widzimy, p. Adam w sposób szczególny i to «bez histerii» wykorzystuje „soczystość i perfekcyjność swojego pisania” nie przeciw faktom, a przeciw kolegom.

Wystawiając siebie prawowitym chrzestijaninem i broniąc „kanonów humanizmu”, ten pan faktycznie odrzuca naukę Chrystusa dla podobnych przypadków, kiedy Mistrz uczy najpierw spróbować wyjaśnić w cztery oczy; jeżeli się nie da wyjaśnić – powtórzyć przy świadku, a jeśli i to nie poradzi – wynieść na ogół.

Bo czasami całkiem zwyczajnie się okazuje, że akurat oburzony wcale nie miał racji.

Tym bardziej gdyż w danym przypadku chodzi nie o jakichś wrogów p. Jerschyny, a o kolegów z tej samej redakcji!

Niestety ten patologicznie zawsze pewny swoich racji Adam zignorował nawet ten fakt, że dotąd i do dziś nigdy w życiu ze mną nie spotykał się, nie rozmawiał, niczego nie próbował wyjaśnić, mimo że pracujemy w jednej gazecie.

Bo i po co, skoro on zawsze wszystko wie najlepiej...

A więc mamy tu sprawę z dość swoistym traktowaniem humanizmu, moralności, kultury i lojalności wobec towarzyszy pióra. Zresztą kultura wymaga umiejętności odróżnienia dyskusji od kłótni.

Ale powróćmy do propozycji p. Jerschiny „nazywać rzeczy po imieniu”, ze względu na osobliwą «sympatię» do imienia mego: „artykuł Pana Gołybarda jest roztrząsaniem rosyjskiego stosunku do Katynia i to akurat wtedy, kiedy, jak uważa ten Adam, mamy oczywiste świadectwo pozytywnego już kursu Moskwy”.

Święta naiwności, granicząca ze ślepotą! Gdzie i w czym ten «erudyta» zobaczył przekonujące fakty „pozytywnego już kursu Moskwy wobec tragedii sprzed 70 lat”?

Czy my tu tacy głupi, że nie widzimy oczywistych faktów niezmiennego, ustawicznego, konsekwentnego i jednoznacznie zaborczego kursu Moskwy w ciągu ostatnich 370 lat?! 

Ja bardzo szanuję OBWE, ale jak przekonać siebie że Lwów nie polskie miasto?!

Czy może Moskwa już przekazała Warszawie wszystkie teczki w sprawie beztialskiej zagłady sprzed 70 lat, a do tego uroczyście, oficjalnie i szczerze zwróciła się do narodu polskiego z prośbą o przebaczenie za ten mord?

Czy może jako fakt pozytywnego już kursu Moskwy” uchwalono sprawiedliwy wyrok rosyjskiego sądu w sprawie podanej przez rodziny katyńskie i wypłacono rekompensatę wszystkim poszkodowanym?

Ucałowany Tusk w ramionach Putina – to jeszcze nie dowód „pozytywnego już kursu Moskwy”. Można było by powiedzieć o zmianach pozytywnych, gdyby Moskwa chociażby nie wszczęła alarmu propagandowego przeciw stacjonowaniu w Polsce odpowiednich urządzeń antyrakietowych.

Czy może i w tym dzisiejszym artykułem, jak uważa p. Jerschina, ja zajmuję się „roztrząsaniem rosyjskiego stosunku do Katynia?!

Czy raczej sam ten pan zajmuje się «roztrząsaniem» tematu nacionalizmu «po imieniu»? Bardzo charakterystycznie, że p. Adam osądza nacjonalizm w taki sam sposób, jak to czynią bolszewicy-komuniści.

Więc coś tu nie gra: albo on broni komunistów, występując po ich stronie, albo wbrew twierdzeniom tego «eksperta od nacjonalizmu» chodzi o różne treści nazywane tym samym słowem.

Jeżeli wiemy, że słowo „nacja” (naród) jest jednordzeniowym dla takich pojęć jak dochód narodowy (національний дохід, ВВП – po ukraińsku, PKB – po polsku), Hymn Narodowy) Національний Гімн), honor narodowy (національна гідність) etc., to wbrew twierdzeniom «експерта» A. Jerschiny musimy wyznać za słuszne twierdzenie kolegi B. Dragina, że ideologia nacionalizmu „wcale nie taka zła – jeżeli nie jest skierowana przeciw sąsiadom”.

Dodam: sąsiadom za granicą i sąsiadom w kraju.

Co dotyczy Ukrainy, to tu istnieje kilka (czasem przeciwwstawnych) traktowań pojęcia nacjonalizm. Wystarczy przypomnieć, że jak dotąd na Ukrainie nie istnieje jednoznacznej definicji Idei Narodowej (Національної Ідеї), a dyskusje na ten temat jeszcze nie doprowadziły do społecznej akceptacji konkretów. Ponieważ tych konkretów na razie poprostu nie ma.

Nie ma, ponieważ odywatele tego bardzo młodego państwa jeszcze kształtują swoją tożsamość narodową (національну самоідентичність). I to w warunkach mocnego rusyfikatorskiego natarcia, mimo że p. «ekspert» zobaczył jakieś oznaki pozytywnego już kursu Moskwy”.

Dlatego trudno zgodzić się z takim oto twierdzeniem p. Adama:

„Nacjonalizm to ideologia i polityka podporządkująca wszystko interesom własnego narodu, żądająca dla niego specjalnych prywilejów, dyskryminująca inne narody i mniejszości narodowe, często w sposób agresywny. Nacjonalizm zaślepia, nie pozwala sprawiedliwie oceniać historii swojego narodu, państwa, świata.”

Powyższe sformulowanie słusznie można uważać za definicję całkiem innego pojęcia – szowinizm. Ma ono bezpośredni wyraz w polityce państwa rosyjskiego w ciągu setek lat i nawet dziś, kiedy Rosja, wspierając się o kolaborację (i to nie tylko w Kijowie), podejmuje konkretne kroki w kierunku likwidacji Ukrainy jako niezależnego państwa.

Otóż każdy gabinetowy «ekspert», mając paszport obywatela Rzeczpospolitej Polskiej i daleko za sobą w dziejach historycznych trudne przejścia narodu (нації) po drodze od „Polska – dla Polaków!” do członkostwa w NATO i UE, może sobie pozwolić na mentorskie pouczanie innych, wygodnie siedząc sobie w fotelu na werandzie.

Ale co to ma współnego z rzeczywistością na Ukrainie?

Antybolszewickie, antyszowinistyczne, ogólnonarodowe ruszenie Polaków (національний зрив) w sierpniu 1920 roku uchroniło wtedy nie tylko Warszawę i Polskę, ale również całą Europę od plagi komunistycznego barbarzyństwa.

Dlatego, zachęcany przekonaniem p. Jerschiny w tendencjach „pozytywnego już kursu Moskwy”, bardzo chcę zobaczyć kolejny pocałunek Putina na Tusku z powodu świętowania 90’ rocznicy polskiego zwycięstwa narodowego nad nawałą dzikusów pod kierownictwem Tuchaczewskiego i Budionnego z Dzierżyńskim w obozie!

No i jakie teraz będzie „roztrząsanie rosyjskiego stosunku”?

Moja prababcia Augusta z rodziny austriackiej w Gracu, wyszedłszy za Polaka Aleksandra z Białej, urodziła pięcioro dzieci i tak potem mówiła do swoich trzech córek (w tym do mojej przyszłej babci Oli): „Za Polaka wyjdziecie za mąż tylko przez moje zwłoki!” Pasionowała porządek niemiecki.

Otóż Ola, nie bez wielkiej kłótni z rodziną, wyszła w Kijowie za Ukraińca Wasyla, ekspedytora na kolei państwowej i tegoż roku urodziła moją mamę Eugenię.

W podobny sposób układały się losy mego dziadka Stefana, który w Reczycy na Homelszczyźnie ożenił się z Białorusinką i miał z nią sześcioro dzieci, w tym mego ojca.

Coś-niecoś wiem jak potoczyły się dalsze losy moich krewnych w Polsce (między innymi, brat babci Oli w okresie międzywojennym był kierownikiem administracyjnym browaru w Łodzi), Białorusi i na Ukrainie, więc mam możliwość porównać.

Mając nie tylko 50% krwi polskiej i po 25% ukraińskiej i białoruskiej, a przede wszystkim pewne smutne doświadczenia z dziejów rodzinnych i osobistych, zwłaszcza za czasów bolszewicko-NKWDowskich, mógłbym dużo opowiedzieć o tym, co to jest i jakim różnokolorowym bywa praktycznie (a nie teoretycznie), nacjonalizm, szowinizm, komunizm, inne «izmy».

Mógłbym, ale nie będę tego wynosił na szpalty, a tym bardziej dla tych Adamów, którzy zawsze mają rację na byle temat, a zwłaszcza «ekspertujących się» na publikacjach kolegów.

Do pouczania innych jest ważnym nie tylko oswoić „soczystość i językową perfekcyjność swojego pisania”, a przede wszystkim trzeba dojrzeć rozumową odpowiedzialnością, sercem i duszą.

Bowiem lekko jest powiedzieć, że «słowo leczy i słowo kaleczy», natomiast, jak widzimy, gorzej jest z tym leczeniem...

                                                                    Eugeniusz GOŁYBARD





[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2017 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard