Z Kartą Polaka

Krąg świątecznego tournee

Krąg nakreśliliśmy z Irenką na terenie Kraju, odwiedzając naszych bliskich podczas wędrówki na trasie Kijów-Kraków-Częstochowa-Kalisz-Opatówek-Wrocław-Kijów.

Każdego razu wybierając się do Kraju i pakując walizy, cieszę się nadzieją, że w drodze powrotnej do Kijowa nie będę miał tak dużo i tak ciężkich rzeczy. Przecież jasne: im więcej zaplanowanych jest spotkań, tym więcej musi być prezentów. Tym bardziej, że w Polsce, gdzie wydawałoby się istnieje olbrzymia ilość towarów z całego świata i nikogo nie można zadziwić oryginalnością, zawsze oczekują miłej niespodzianki z Ukrainy.
...Osobliwej kontroli celnej przy wjeździe do Polski nie zauważyliśmy. Pani oficer celny tylko zapytała: „Czy wiezie pan alkohol i ile?” Miałem dwie kolekcyjne butelki koniaku, o czym oznajmiłem. Pani powiedziała „Szczęśliwej podróży!” i na tym kontrola dla nas się skończyła. Czego nie można powiedzieć o innych, których szczególną uwagą zaszczycił służbowy pies...

Migawki z TV

Do Krakowa przybyliśmy według rozkładu, co do minuty. Dobrze znaną drogą wyszliśmy na przystanek komunikacji miejskiej, wykupiliśmy bilety w automacie komputerowym i „czwórką” dotarliśmy do Uniwersytetu Pedagogicznego przy Podchorążych. Niedaleko stąd komfortowo ulokowaliśmy w bardzo eleganckich apartamentach utulnego hoteliku rodzinnego Villa Maria, prowadzonego przez miłe państwo Lucynę i Krzysztofa Janas.
Jak zawsze w tej porze roku, noc ogarnęła miasto niedługo po szesnastej. Pogoda, jak to się mówi, była „pod psem”, a my – po podróży. Więc ustaliliśmy, że TV-wieczór informacyjno-rozrywkowy będzie najlepszym rozwiązaniem dla nas, potrzebujących doraźnej odpowiedzi na pytanie: „Czym żyje Kraj w te dni przedświąteczne?”
Akurat aktualnym tematem, omawianym w telewizji krakowskiej, była decyzja Urzędu Miasta o zwiększeniu opłaty wieczystej za grunty użytkowane (pod budynkami). Reprezentująca tę instytucję p. Marta Witkowicz bardzo dokładnie wyjaśniła, że użytkownik teraz ma do wyboru jedną z czterech możliwości: jak gdyby nic spokojnie płacić zwiększoną sumę; zwrócić się do rzeczoznawcy o zmniejszenie poziomu opłaty; odwołać się ze względu na niskie dochody; wystąpić o zmianę użytkowania wieczystego na własność.
Natomiast p. Władysława, która mieszka w budynku spółdzielczym jako użytkownik i jeszcze pięć lat temu płaciła za ziemię pod swoim budynkiem 15 zł, dziś musi zapłacić 540 zł. Z tym, że spółdzielnia wydzierżawia ziemię od Urzędu Miasta Krakowa, a emerytura p. Władysławy stanowi 847 zł. Nie łatwiej będzie również tym, którzy otrzymują emeryturę powyżej średniej krajowej, czyli 1500 zł. Do tegoż ostro liberalizuje się rynek mieszkaniowy. Po uchwale Trybunału Konstytucyjnego mieszkańcy w spółdzielni teraz tracą możliwość nabycia mieszkań spółdzielczych na własność osobistą – jak to było możliwe przed tym – za symboliczną jedną złotówkę.
Dlatego można zrozumieć oburzenie Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, który w aktualnym TV-wywiadzie tego dnia stanowczo zaznaczył swoją pozycję: „Są ci, którzy chcieliby RP dla bogatych. Ale ja będę wspierał Rzeczpospolitą Polską solidarną, a nie liberalną!”
Ale ogólnie rzecz biorąc – sytuacja gospodarcza w Polsce jest całkiem znośna. Podczas gdy w krajach UE sprzedaż nowych samochodów w listopadzie-grudniu zmniejszyła się o 12%, w Polsce zwiększyła się o 9%. 
Szanowane koncerny samochodowe w Stanach Zjednoczonych zatrzymują taśmy produkcyjne i zwalniają robotników, a tu TV prezentuje wywiad z dyrektorem, który stwierdza, że „w tej chwili nie ma kryzysu w polskim przemyśle samochodowym”.
Znacząca część programów TV dotyczy kwestii wychowania i pytań o odpowiedzialność moralną. Znany na Ukrainie „Caritas” prowadzi w Polsce akcję charytatywną „Ogrzejmy dzieciństwo miłością”. 
Bardzo popularny jest specjalny program „Poszukiwany” o zaginionych kotach, psach, szczeniętach ze schronisk; występuje ojciec franciszkanin, który opowiada o zwierzętach, w otoczeniu których narodził się Jezus Chrystus; piękny fragment o Fundacji „Zwierzę”, która wzięła opiekę nad starymi, porzuconymi przez ludzi końmi, dając młodzieży możliwość zaangażowania się i wyraźny przykład miłości w działaniu. 
O „braciach naszych mniejszych” mówi się po ludzku, podaje się telefony, maile, strony internetowe.
W podobnym duchu miłości prowadzony jest program „Teleranek”, w którym w ciągu już 26 lat opowiada się dzieciom o dorosłych, subtelnie wychowując jednych i drugich. I w międzyczasie pojawiają się ogłoszenia reklamowe o plasterku, co naklejony na ciało pomaga (zwłaszcza kobietom) rzucić palenie.
Jak wiadomo, w Polsce tradycyjnie istnieje szczególny szacunek do kobiet i ten piękny temat ciągle rozwijany jest i konwersowany w wielkim wachlarzu jego aspektów. Jednym z elementów owego szacunku jest „Karta praw kobiety rodzącej”, dziś szeroko omawiana w mediach.
Natomiast dla kobiet prowadzących samochody na razie nie przewiduje się żadnych wyjątków. Stacjonarne wideoradary, które zaczęto ustawiać na bardziej uczęszczanych trasach samochodowych, wkrótce ogarną cały kraj w charakterze systemu automatycznej kontroli ruchu drogowego. 
Wideoradary odnotowują wszystkie przekroczenia przepisów ruchu drogowego, na przykład przekroczenie dozwolonej prędkości, rejestrują numer samochodu i nawet twarz kierowcy.
W ogóle każda audycja polskiej telewizji jest bardzo bogata w osoby i treści, wielka w nich różnorodność przedstawianych i omawianych zagadnień. Np. o sytuacji w ruchu drogowym, oprócz prowadzącego, swoje opinię wypowiedzieli: policjant, profesjonalny rajdowiec, młody kierowca i lekarz pogotowia.

Z wizytą u ks. profesora

Kiedy trafiam do Kraju trasą południową przez Przemyśl-Kraków, sprawą honoru jest złożyć wizytę ks. prof. Edwardowi Stańkowi. Jeżeli oczywiście da się go złapać w międzyczasie, wśród licznych zajęć twórczych, odczytów, celebrowania Mszy św., redagowania książek (liczba których przekroczyła siedemdziesiąt!) i prowadzenia rekolekcji dla czołówki akademickiej.
Tego dnia mieliśmy szczęście. Po porannym telefonicznym przywitaniu, na propozycję spotkania ks. Edward zareagował bardzo rzeczowo: „Moment. Tylko spojrzę w mój plan...”. I ustalił – godz. 19.30.
Znam Księdza Profesora już siedem lat, przetłumaczyłem i wydałem w języku ukraińskim trzy jego słynne książki, kilka razy publikowałem wywiady z nim, ale mimo to każde kolejne spotkanie z ks. E. Stańkiem staje się dla mnie wydarzeniem niecodziennym i znaczącym. 
Tym razem główny wątek rozmowy przy herbacie z ciastkami dotyczył problemu zdrowia człowieka, a zwłaszcza odpowiedzialności każdej osoby za swoje zdrowie. Przecież Bóg powołał każdego człowieka dla wykonania konkretnych funkcji, określonych zadań, pewnego kierunku pracy, a więc Stwórca jest zainteresowany, by każdy człowiek był w doskonałej formie fizycznej i psychicznej. 
A co czyni człowiek ze swoim zdrowiem? Wiadomo: niweczy go na różne sposoby, a potem zwraca się do Boga i lekarzy o ratunek.
Aktualność tematu ojciec Edward, jak zwykle, potwierdził rzeczowo: położył na stole swoją nową książkę, jeszcze pachnącą farbą drukarską – „Człowiek arcydziełem Boga”. Książka unikalna i bardzo bogata w fakty, liczby, zestawienia i mądre myśli szanownego Autora. Zacytuję niewielki fragment pochodzący z pierwszego rozdziału, zatytułowanego „Tajemnica zdrowia”:

„Chylę czoło przed osiągnięciami medycyny, ale jeszcze niżej chylę je przed tajemnicą choroby, która jest mocniejsza od nas i od współczesnej nauki. Dlatego chciałbym te rozważania poświęcić naszemu zdrowiu. Zależy mi na tym, byśmy ten dar, kruchy dar, dostrzegli i byśmy wzięli w swe ręce odpowiedzialność za niego.
Słabym punktem naszej medycyny jest to, że zajmuje się chorobą...”


No, właśnie! Zajmuje się chorobami, a nie zdrowiem. Ksiądz Edward opowiedział o znajomym profesorze medycyny, który występuje za wprowadzenie w życie sanologii – nauki i praktyki uzdrawiania (od łac. sanatio – uzdrowienie).
Jak wiadomo, nawet rozmowa o zdrowiu jest korzystna dla zdrowia, podczas gdy rozmowy o chorobach nie sprzyjają uzdrowieniu, wręcz odwrotnie.
Otóż doszliśmy do wniosku, że trzeba zabrać się do tłumaczenia tej książki, aby sprzyjać ozdrowieniu Ukraińców. Więc znowu mam zadanie do żmudnej pracy...
Już przy pożegnaniu ks. prof. E. Staniek zagadnął: „Czy przekazujecie Dobrą Nowinę przez SMS i telefony komórkowe? Bo ja na przykład wysyłam taki SMS: Stacja Pierwsza – Błąd władzy. To jest bardzo skuteczna droga przekazywania Bożej miłości!”

Podczas naszej wędrówki na trasie Kijów-Kraków-Częstochowa-Kalisz-Opatówek-Wrocław-Kijów mieliśmy wiele okazji do pozytywnych porównań.

Między innymi, porównując teraźniejszy wyjazd do Polski z poprzednimi, w aspekcie własnych odczuć, doszliśmy do wniosku, że mimo pozornego braku różnicy, jednak z Kartą Polaka czuliśmy się znacznie spokojniej, pewniej, bezpieczniej. 
Trudno ten stan precyzyjnie określić, ale faktem jest, że od byłych intencji turystycznych – zresztą charakterystycznych i zrozumiałych ze względu na relikty przeszłości sowieckiej – nie pozostaje żadnych śladów.
Bowiem z Kartą Polaka człowiek przyjeżdża do Kraju nie na wycieczkę (pod kierownictwem prezesa), nie jako turysta-obcokrajowiec, a powraca jako syn (córka) do Macierzy. Każdy taki powrót jest sprawą bardzo osobistą, bardzo intymną.
Między innymi odczuliśmy swoiście rodzinną aurę w krakowskim Muzeum Czartoryskich, gdzie z wielkim pożytkiem dla naszego zasobu informacji spędziliśmy pierwszą połowę dnia, a ze względu na Kartę Polaka otrzymaliśmy bilet z 50% zniżką.

Częstochowa z aniołami

Intymność w odniesieniu do Kraju zawsze jest ściśle powiązana z pragnieniem duszy i serdecznym obowiązkiem wizyty na Jasnej Górze, celem złożenia podzięki przed cudami słynącym obrazem NMP.
Przejazd pociągiem z Krakowa do Częstochowy o zimowej porze jest nawet bardziej egzotyczny niż w lecie. Okryte białym puchem dachy, drzewa i pola wyraźnie nawołują do skojarzeń świątecznych, przypominając sentymentalne obrazki z widokówek sprzed lat. Sentymentalny nastrój podkreśla też gwizdek dyżurnego przed odjazdem z każdej stacji.
W „Domu Pielgrzyma” obok Sanktuarium na Jasnej Górze, gdzie nas ulokowano, po zapoznaniu się z rozkładem Mszy postanowiliśmy (póki dzień) zwiedzić miasto, żeby potem zdążyć na Nieszpory, liturgie wieczorne i Apel Jasnogórski. Ale przed tym wyszliśmy na mury Sanktuarium, przeszliśmy wzdłuż Drogi Krzyżowej, pokłoniliśmy się pomnikowi Papieża na narożniku.
O zmierzchu z Pola Modlitewnego zeszliśmy do miasta, jaskrawo udekorowanego świątecznymi iluminacjami. Nikt tu nie ogłaszał nadejście Roku Aniołów, ale były one wszędzie: na wystawach sklepów, na budynkach, drzewach, planszach reklamowych. W centrum miasta, u podnóża Jasnej Góry, na wysokim postumencie stał największy, ażurowo-koronkowy, cały świecący się anioł, grający na skrzypcach. 
Stragany wielkiego kiermaszu przedświątecznego na centralnej alei, prowadzącej na Jasną Górę, obfitowały w anioły ze szkła, porcelany, gliny, bursztynu, drewna, haftowane, malowane, ze skóry, kamienia, zrobione na drutach i Bóg wie z czego jeszcze. Anioły modlące się, śpiewające, grające na bębnach, harfach, trąbach, siedzące i leżące, z serduszkami, książkami, dzwoneczkami...
Wszystko to stwarzało atmosferę miłości, wzajemnego zaufania, szacunku, spokojnej radości. No i oczywiście niemożliwym byłoby nie kupić prawie tuzina rozmaitych aniołów. 
Spokojnie zdążyliśmy na Nieszpory do Kaplicy Najświętszego Obrazu, gdzie pielgrzymowaliśmy na kolanach. Potem była Msza św., nabożeństwo i Apel Jasnogórski. Tak więc udaliśmy się na nocleg pełni wzniosłych wrażeń.
Następnego dnia, podczas Mszy św. porannej o godz. 7.00, w Kaplicy Św. Obrazu NMP po raz pierwszy w życiu miałem szczególne przeżycie na początku Mszy. 
Otóż patrzyłem na Obraz z pełnym duchowym spokojem, gdy raptem, całkiem niespodziewanie i jakoś tak naturalnie, a jednocześnie całkowicie niezależnie od mojej woli, oczy moje wypełniły się łzami, które spłynęły po policzkach. Nie przewidywałem czegoś podobnego, aczkolwiek, co ciekawe, nie wpadłem w popłoch. Byłem tylko trochę zdziwiony, ale równocześnie ogarnął mnie jakiś szczególny spokój. W tym momencie odczułem jakby ciepło płynące z Obrazu Matki Najświętszej. Było to ciepło kojące i niejako przekazane szeptem.
Wszystko to trwało trzy-cztery minuty i powtórzyło się jeszcze (tak samo niespodziewanie) w krótkim momencie na końcu Mszy, ale już mniej wyraźnie, jakby na przypomnienie tego, co było na początku...
W drodze do dworca, kiedy jechaliśmy taksówką, mieliśmy okazję jeszcze raz upewnić się w opiece świętych aniołów nad nami.

W drodze do Wrocławia, obserwując widoki z okna wagonu myśleliśmy o Ukrainie, gdyż mieliśmy kolejną okazję do porównania.

Za czasów mego dzieciństwa w Kijowie było wiele zieleni, ogrodów, parków. Pamiętam nawet, że na trawnikach stawiono tabliczki: „По газонам не ходить!”. Na tym wtedy, co prawda, zaczynała się i kończyła oficjalna propaganda na rzecz ekologii, chociaż wyrzucać śmieci przez okno (czy to mieszkania, czy wagonu) uważano za rzecz niedopuszczalną. 
Teraz mamy inną sytuację: każdy, kto ma na Ukrainie auto o wartości w granicach stu tysięcy dolarów, spokojnie niweczy piękno, bezkarnie wjeżdżając na trawnik parku w centrum miasta...

Ekologia, pożyteczne zwyczaje

W Polsce miło widzieć nie zaśmiecone drogi kolejowe i samochodowe, a zwłaszcza ubocza i przyległe tereny pól i lasów, gdzie marnie szukać chociażby skrawka papieru, butelki czy puszki od konserw porzuconych przez jakiegoś niechlujnego turystę.
Ekologiczna kultura, jako część szacunku do Kraju, jest nieodzownym elementem polityki państwa i jest pieczołowicie przyswajana w Polsce zaczynając od przedszkola. Dlatego delikatne przypomnienia na tabliczkach „Szanuj zieleń” jednoczą obywateli w tej konkretnej troskliwości – lasy są oczyszczone i mają wygląd schludny i przytulny.
I dlatego też węgiel przewożony jest w specjalnych wagonach, a na każdym podwórku stoją odrębne pojemniki na różnorakie odpady: dla szkła, przedmiotów metalowych, papieru, resztek artykułów spożywczych. 
Kulturę wyraźnie widać też na cmentarzach, zawsze czyściutkich, obfitujących w kwiaty i zapalone znicze. I tu już nie chciałbym sięgać do porównań z Ukrainą...

Troski powszednie

Nie będę również porównywał wskaźników obu krajów dotyczących wartości życia. Bo są one nie do porównania. Przytoczę tylko niektóre cyfry, które usłyszałem podczas rozmów z moimi bliskimi w środowisku nauczycielskim we Wrocławiu.
Miesięczne wynagrodzenie nauczyciela stanowi 1700-2300 zł (tzn. 560-770 USD). Z tym, że jeden metr kwadratowy mieszkania w nowym budownictwie (tylko ściany, komunikacje, wyposażenie sanitarno-techniczne i energetyczne) kosztuje około 6000 zł. 
A więc na całkowite urządzenie i umeblowanie mieszkania, niezbędne dla ostatecznego ulokowania się w nim, trzeba dołożyć średnio jeszcze 2000 zł na metr kwadratowy, aby mieć jako taki komfort życiowy.
Między innymi ten komfort stwarza również całkowicie indywidualne dla każdego mieszkania oprzyrządowanie do regulacji temperatury. Wystarczy nastawić wskazówkę na potrzebną pozycję w skali 15-26 oC i taka ustanowiona temperatura będzie podtrzymywana automatycznie. Zatem w zimie rano, idąc do pracy, zwykle ustawiają na 15oC, a wieczorem – na potrzebną dla komfortu. W lecie – odwrotnie.

O stoczni i Katyniu

W Polsce potrafią obliczyć wartość i skutki każdego przedsięwzięcia i każdej decyzji. Kiedy Prezydent RP Lech Kaczyński podpisał przed Nowym 2009 rokiem ustawę o prywatyzacji Stoczni Gdynia, każdy z pracowników stoczni otrzymał możliwość otrzymać od 20 000 do 60 000 zł odszkodowania za dobrowolne odejście z pracy. 
Warto zaznaczyć, że podstawowym warunkiem prywatyzacji stoczni jest jej wykorzystanie w dalszym ciągu do budowy statków. A to oznacza, że znaczna część robotników zostanie na swoich miejscach pracy. W taki sposób skończyła się wieloletnia dyskusja społeczna na temat dalszych losów jednego ze strategicznych (i historycznie zasłużonych) przedsiębiorstw Polski.
Uświadomienie tej historycznej wartości stoczni i zasług stoczniowców sprawiło, że według badań opinii publicznej, przeprowadzonej przez CBOS przed Nowym Rokiem, największe zaufanie obywatele Polski mają dziś do Lecha Wałęsy – około 70%. Tak więc stocznia, „Solidarność” i Wałęsa znaleźli swoje stabilne miejsce w historii.
Natomiast dziś Polacy są zaniepokojeni i oburzeni z powodu kolejnego odłożenia przez Prokuraturę Generalną Rosji rozpatrzenia sprawy zbrodni katyńskiej na wniosek dziesięciu rodzin polskich oficerów zamordowanych przez NKWD. Tymczasem sprawa ta została przyjęta do rozpatrzenia w Europejskim Trybunale Praw Człowieka...
W autobusie, już w drodze na dworzec, gdzie na nas już oczekiwał pociąg relacji Wrocław-Kijów, z ironią wspominałem własne marzenia o powrocie z Polski do Kijowa bez większych bagaży. Śmiechu warte! Zostaliśmy obdarowani tak, że przedział był cały w pakunkach. 
A więc i tym razem okazało się, że w zawodach (nieomal szermierczych) „na prezenty” znowu przewaga została po stronie naszych miłych gospodarzy z Polski.

Eugeniusz GOŁYBARD
Zdjęcia autora

<strong><em>Ks. prof. Edward Staniek (z lewej) i autor artykułu </em></strong>
Ks. prof. Edward Staniek (z lewej) i autor artykułu 
<strong><em>Anioł grający na skrzypcach w centrum Częstochowy</em></strong>
Anioł grający na skrzypcach w centrum Częstochowy
<strong><em>Jasna Góra w oczekiwaniu na śnieg. Anioł nad bramą</em></strong>
Jasna Góra w oczekiwaniu na śnieg. Anioł nad bramą
<strong><em>Fresk pod portalem ze strony bramy Jana Pawła II</em></strong>
Fresk pod portalem ze strony bramy Jana Pawła II
<em><strong>Niezwykły pomnik na cześć zwolnienia Wrocławia w 1945 roku:  <br />Mieszkańcy wychodzą z podziemia i powracają do życia</strong></em>
Niezwykły pomnik na cześć zwolnienia Wrocławia w 1945 roku:  
Mieszkańcy wychodzą z podziemia i powracają do życia
<strong><em>Świąteczna szopka w kościele p.w. św. Michała u o.o. Franciszkanów we Wrocławiu</em></strong>
Świąteczna szopka w kościele p.w. św. Michała u o.o. Franciszkanów we Wrocławiu




[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2017 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard