Między nami, Polakami

Komu jest potrzebny kościół p.w. św. Mikołaja?

Dużo wyrazów niezadowolenia i bardzo emocjonalnej krytyki otrzymałem ostatnio po ukazaniu się mojej książki «Co jest grane w Polonii ukraińskiej? Kronika dziennikarska».

U niektórych bardzo obrażonych czytelników największe niezadowolenie wywołało porównanie Polonii ukraińskiej z żabą, stojącą przed nieuchylnie zbliżającym się wężem, który ma ją za chwilę połknąć.

Oczywiście, że autor umyślnie, w sposób bardzo drastyczny (przecież sytuacja naprawdę jest niepokojąca) pragnął zwrócić uwagę na fakt bierności, niekonsekwencji, nielogiczności, nieadekwatności zachowania oraz słabości organizacyjnej Polonii ukraińskiej. Polonii, która jeszcze jakoś trzyma się na entuzjazmie poszczególnych osób i stowarzyszeń lokalnych, ale wkrótce może być naprawdę «połknięta» wężem niepamięci.

Niezadowolenie faktem porównania Polonii z żabą wysłowił również pan doktor Sergiusz Rudnicki w obszernym artykule recenzyjnym «Prawo do własnego zdania?» («DK», Nr 20 /315/, pażdziernik 2007), z którego zacytuję kilka fragmentów:

«Z góry powiem, że sprawy dotyczące oceny Polonii i propozycje jej napraw są najbardziej kontrowersyjne... ton wypowiedzi jest bardzo ostry... Ja w zasadzie podzielam merytoryczne zarzuty osób, które z p. Eugeniuszem nie zgadzają się ani co do jego oceny sytuacji, ani też w propozycjach jej naprawy. ...ocena sytuacji Polonii ukraińskiej... nie odpowiada rzeczywistości» (tu i dalej – podkreślenie mojeE. G.).

W innym miejscu tej ciekawej recenzji na moją książkę p. Sergiusz wyjaśnia:

«Stosując tzw. filozofię życia, najbardziej znanym przedstawicielen której był Nitzshe, autor sytuację Polonii porównuje z żabą, którą połknął wąż i w duchu tej filozofii uważa, że żaba (Polonia) powinna robić jakieś ruchy, jeśli chce istnieć, aczkolwiek w innym miejscu (s.59) stosuje teorię spikową...»

Serdecznie dziękuję panu doktorowi S. Rudnickiemu za to, że nie tylko uzupełnił moje skromne spostrzeżenie dziennikarskie gruntownym podkładem naukowo–teoretycznym, ale również wyjaśnił dla mnie tak treść filozofii życia F. Nietzsche’go, jak i sens teorii spikowej, o których dotąd nie miałem zielonego pojęcia.

Na tym chcę skończyć wymuszoną dygresję w stronę teorii Polonii i powrócić do jej dzisiejszej codziennej praktyki.

Otóż filozofia praktycznego życia Polonii kijowskiej w ciągu ponad dziesięciu ostatnich lat jest ściśle powiązana z kościołem p.w. św. Mikołaja, który częściowo wykorzystywany jako budynek sakralny, a oficjalnie – jako Dom Muzyki Organowej, ma dyrektora i służy dla działalności koncertowej.

Pretensje wiernych do władz i wymagania z powrotem oddac kościół (zagarnięty jeszcze przez bolszewików w roku 1929) do dyspozycji parafii katolickiej nie dają skutku. Nie dają, ponieważ siła przekonania ze strony rozdzielonych Polonusów–katolików nie jest odczuwalna przez władze ukraińskie.

Do tegoż, organizacje polonijne dotychczas niczym nie zasłużyli sobie autorytetu w oczach tychże władz Kijowa i Ukrainy. Co nie przeszkadza najbardziej egzaltowanym Polonusom periodycznie atakować proboszcza parafii św. Mikołaja wymaganiami o zwiększenie ilości Mszy w języku polskim.

Ponieważ, zdaniem aktywistów, dziewięć Służb Bożych cotygodniowo w języku ukraińskim w porównaniu z trzema Mszami w języku polskim (rano – w środy i piątki, suma o 11:45 – w niedzielę) obraża godność Polaków–parafian.

Więc właśnie na godność Polaków chciałem tu zwrócić uwagę.

Jak wiadomo, piątek w Kościele katolickim jest dniem wyszczególnionym i nie przypadkowo – dniem zalecanego postu. W pewnym sensie, w piątek, w ostatni dzień pracy roboczego tygodnia, człowiek robi podsumowanie i wnioski, a dlatego właśnie w pierwszy piątek każdego miesiąca Kościół zaleca również przystąpienie do spowiedzi.

Wydawałoby się, że wobec tak zrozumiałych powodów, właśnie w Kijowie, gdzie tak wiele Polaków i tak mało świątyń katolickich, kościół w piątki rano ma być jeżeli nie przepełniony, to chociażby na połowę napełniony. A zwłaszcza jeżeli chodzi o Polonusów, którzy ubiegają się o większy szacunek dla ich postawy religijno–narodowościowej.

A co widzimy w rzeczywistości? Od kilku miesięcy mam szczęśliwy obowiązek śpiewać psalmy pod czas porannej Mszy w języku polskim akurat w piątki. Wstyd powiedzieć, ale na te Msze piątkowe, oprócz celebrującego kapłana, diakona, organistki oraz zakrystianina, który jednocześnie wykonuje posługę ministranta, przychodzi 3–4 osoby, z których 1–2 –– to siostry zakonne.

Na przykład, w piątek 30 listopada w porannej Mszy Świętej o godz. 8:00 w języku polskim brało udział aż... trójko parafian. Kościół był pusty, mimo że akurat tego dnia odznaczano Uroczystość św. Andrzeja Apostoła, który w Ukrainie uważany za patrona, na co wskazuje legenda o jego przebywaniu na górach kijowskich nad Dnieprem.

Tak że z braku obecnych, głosem wołającego na pustyni brzmiały tego dnia piękne słowa prefacji: «Modlimy się za Polaków w Kraju i za granicą, by w zgodzie i pokoju jedni drugim służyli pracą i modlitwą».

Niestety, Polacy parafii św. Mikołaja, tak rzewnie ubiegające się o swoje prawa i prywileje, nie usłyszeli tych słów. No i oczywiście nie otrzymali wsparcia wygłoszonego przez kapłana na końcu Mszy: «...i niech nas umocni przyjęcie Najświętszego Sakramentu, abyśmy za przykładem św. Andrzeja Apostoła naśladowali ukrzyżowanego Chrystusa i mogli żyć razem z Nim w chwale».

W tej sytuacji widzimy wyraźne potwierdzenie faktu bierności Polonii kijowskiej. Ta bierność jest dla władz ukraińskich przekonującym dowodem na to, iż nie trzeba pośpieszać z oddaniem kościoła, ponieważ nie na słowach, a swoim zachowaniem wierni świadczą o tym, że na razie nie potrzebują tej świątyni na co dzień.

Nie potrzebują, bo wyraźnie nie chcą «w zgodzie i pokoju jedni drugim służyć pracą i modlitwą».

Jeżeli tak dalej pójdzie, Polonia naprawdę może być «połknięta» wężem niepamięci.

Eugeniusz GOŁYBARD





[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2018 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard