Migawki z podróży

 Polska jest naprawdę miłym krajem

Zdrowie. To kluczowe słowo, za którym stoi wielki zagmatwany kłębek problemów na miarę światową. Na Ukrainie i w Polsce – również, co obiektywnie jednoczy nasze narody w poszukiwaniu rozwiązań.

3. Uzdrawiająca Nina Grella

 Wydawane w Katowicach bardzo poczytne pismo „Szaman”, redaktorem naczelnym którego jest pani Nina Grella, ma podtytuł „Człowiek. Zdrowie. Natura” i nie ma nic wspólnego z szamaństwem w jego azjatycko-sowieckim rozumieniu.

Pismo publikuje informacje o tradycyjnych i najnowszych metodach uzdrowienia ciała i duszy człowieka z zakresu medycyny naturalnej, wykorzystując osiągnięcia entuzjastów z kraju i ze świata, w tym również praktyków, pracujących w katowickim Centrum Medycyny i Psychoterapii, którego założycielem, kierownikiem i motorem jest również pani Nina.

Jej biografia, postawa życiowa i przykład godny naśladowania, jej sposób myślenia i postępowanie są bardzo ważne i pouczające dla tych, kto chce być zdrowy.

 – Pani Redaktor, proszę dla czytelników „Dziennika Kijowskiego” opowiedzieć, skąd wzięły się początki wielobranżowej działalności uzdrawiającej Pani placówki.

 – Jestem dziennikarką. Skończyłam polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale miałam na myśli medycynę jeszcze przed maturą, byłam przygotowana by zajmować się zdrowiem.

Natomiast moja nauczycielka i dyrektor szkoły stwierdziła, że jak ktoś jest tak utalentowany do pisania jak ja, nie musi wstawać o 6.00 rano i na 7.00 gnać do szpitala, tylko powinien siedzieć i pisać.

A zatem studia medyczne zamieniłam na polonistykę, ale zaraz po studiach zaczęłam się zajmować popularyzacją medycyny akademickiej. Przez wiele lat byłam z tego znaną i miałam bardzo dobrą opinię.

Robiłam wywiady, pisałam artykuły i reportaże o znanych polskich i nie tylko polskich lekarzach, byłam ceniona i cały czas doskonaliłam się w zakresie medycyny.

Po pewnym czasie, pojawił się na mojej piersi guz, który na początku rozpoznano jako niezłośliwy. Ale on szybko rósł, więc trafiłam do onkologii na wycięcie. Nie pozwalałam zrobić sobie biopsji. Powiedziałam: jeżeli organizm coś utworzył, nie należy tego otwierać, bo ten nowotwór zasieje wirusy na całe ciało.

Ponieważ byłam osobą znaną, usunięto mi tego guza. Przy stole operacyjnym powiedziałam, że musi być zbadany: czy jest złośliwy, czy nie. Guz okazał się niezłośliwy.

Po paru dniach wyszłam ze szpitala, gdzie w sześcioosobowej sali leżało nas trzynaście kobiet z nowotworami piersi. Ja rozmawiałam z każdą z tych dwunastu, żeby zrozumieć, o co chodzi i zrobić wnioski dla siebie.

Wtedy po raz pierwszy uświadomiłam, że w każdym z tych przypadków, przed tym, jak pojawił się nowotwór, była jakaś trauma psychiczna. A to mąż zdradził, a to porzucił, a to dziecko ciężko zachorowało, i podobne rzeczy. I to mi zapadło do głowy.

Po trzech miesiącach okazało się, ze mimo wszystko mój guz był złośliwy i co trzy miesiące robiono mi mammografię. Po pół roku okazało się, że mam setki guzów obydwu piersi. W Klinice Instytutu Raka powiedziano mi: „Będziemy obserwować, będziemy wycinać każdy szybko rosnący guz, ale prawda jest taka, że po pięciu latach nie będzie pani miała obu piersi”.

Przyjechałam z tego Instytutu i postanowiłam: „O, nie! Jeżeli jest choroba, to musi być na nią sposób!” Poszłam do księgarni i kupiłam wszystkie, jakie wtedy były książki z zakresu medycyny naturalnej. Zresztą, za tych dawnych czasów, było ich bardzo mało.

Przeczytałam te książki, porobiłam wytyczne, opracowałam dla siebie terapię i w ciągu następnych sześciu miesięcy te wszystkie moje guzy zniknęły. A ja stwierdziłam, że moja ścieżka – to jest medycyna naturalna, która w tamtych czasach była zwalczana. Wtedy właśnie porzuciłam moje przywiązanie do medycyny akademickiej i zaczęłam pogłębiać moje zainteresowanie medycyną naturalną.

Miałam tak doskonałe nazwisko i taki autorytet, że profesorowie, którzy mnie znali nie mogli mnie zwalczać. Bo było im wstyd. Wtedy podstawiano mi jakichś ludzi, którzy usiłowali mnie skompromitować.

 – Ale na pewno to im się nie udało...

 – A byłam wtedy prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy w województwie katowickim, postanowiłam zrobić Klub Dziennikarza. Potem, kiedy zaczęliśmy się tam zbierać, wymyśliłam sobie, że będę robiła „Szamańskie środy”, zapraszając ciekawych ludzi.

Po kilku miesiącach informacja o tych spotkaniach nabrała rozgłosu, ludzie zwracali się do mnie: „Pani organizuje takie ciekawe rzeczy, ale gdzie można o tym przeczytać?”

No to doszłam do wniosku, że założę pismo, gdzie będę lansowała medycynę naturalną. I powstał „Szaman”!

W międzyczasie usiłowali mnie wyrzucić z pracy, bo był stan wojenny. Kiedy przyszła „Solidarność”, to też usiłowali mnie wyrzucić z pracy. I wtedy powiedziałam: „Koniec! Ja teraz sama sobie stworzę pracę!” I zaczęłam wydawać „Szamana”.

 – Przypuszczam, że wydanie zostało przyjęte nie bez sprzeciwu.

 – Teraz to już jest najstarsze pismo w Polsce z zakresu medycyny naturalnej i ma nakład 30 000 egzemplarzy. Mamy za sobą 22 lata pracy w dziedzinie medycyny niekonwencjonalnej.

Ale wtedy, po trzech miesiącach od początku wydania, ogarnęły mnie wątpliwości, czy „Szaman” się przyjmie i utrwali, bo liczyłam przecież na rozpowszechnienie tego pisma na całą Polskę, ale nie miałam środków na reklamę.

No to wtedy założyłam i otworzyłam w 1990 roku przychodnię medycyny holistycznej, gdzie przyjmowali lekarze-naturaliści: bioterapeuci, masażyści, kręgarze, inni. Przychodnia, mając ponad dwadzieścia lat doświadczenia praktycznego, istnieje jako zespół opieki zdrowotnej, zarejestrowany ze wszystkimi uprawnieniami, które ma normalna przychodnia.

 – Ale podobno nie z Pani charakterem było ustać na tym...

 – Otóż następnym etapem był Letni Uniwersytet Zdrowia, czyli takie tygodniowe kursy medycyny naturalnej, w ładnych warunkach, w górach, w pięknym pensjonacie.

A potem – te teraźniejsze, największe w Europie Targi pod dewizą: „Bliżej zdrowia, bliżej natury” – dla tysięcy ludzi, którzy przychodzą na te imprezy.

Nasza sala wykładowa ma 1100 miejsc i bardzo często bywa pełna. Jest to takie forum, gdzie rzeczywiście można wiele się dowiedzieć o rzeczach ważnych dla zdrowia. Ludzie przychodzą, nagrywają. I tak to idzie.

 – Tylko pogratulować i podziękować Pani, pani Nino! Widzę, że ta droga, ponad wszelką wątpliwość, jest wytyczona dla Pani z Góry, z Nieba!

 – Myślę, że cały czas byłam prowadzona za rękę, bo bardzo rzadko się myliłam.

W pewnym czasie zaczęłam uczyć się medycyny chińskiej, aczkolwiek dotąd uczyłam się medycyny akademickiej. Dużo poznałam w metodach leczenia i uważam, że medycyna chińska jest medycyną zdrowia, a nie medycyną chorób, jak medycyna akademicka.

Jak dotąd, lekarz chiński miał obowiązek brać pieniądze od pacjenta tylko dopóki pacjent jest zdrowy. Będąc w Chinach, przekonałam się, że tam nie ma medycyny choroby, a jest medycyna człowieka. Gdyż w medycynie akademickiej leczy się z osobna – serce, nerki, wątrobę...

 – Medycyna akademicka ma pięciu różnego rodzaju fachowców na jedno serce!

 – A ile leków! Tymczasem lekarz chiński leczy każde serce indywidualnie, dopasowując się do pacjenta. Byłam w podziemiach największego szpitala tradycyjnej medycyny chińskiej „Tsian”, gdzie są półki z indywidualnymi bankami dla pacjentów.

2000 pacjentów, 2000 banek z odpowiednimi ziołami dla każdego. Dla każdego indywidualnie przygotowuje się odpowiedni zestaw ziół, bo każdy człowiek jest niepowtarzalny i każdy człowiek choruje inaczej.

Medycyna europejska leczy nie człowieka, a chorobę, a ściślej – likwiduje objawy choroby.

 – Tak, leczy tylko symptomy. Przy czym, one mogą być w jednym narządzie, a przyczyna – w całkiem innym.

 – No, właśnie! Jak się uważa w homeopatii, – jeżeli choroba już trafiła do środka, to ona sobie może wędrować, poszukując dogodnego miejsca...

 – ... a krwioobieg temu nierzadko pomaga...

 – Ja stwierdzam, że ludzi trzeba uczyć, aby byli partnerami lekarzy, a nie posłusznymi przedszkolakami wobec nich, jak w przedszkolu: pani każe i to jest święte słowo. Tu nie ma świętych słów. Ty najlepiej wiesz, co ci trzeba. Jak coś ci nie odpowiada, to nie używaj!

Zresztą, medycyna konwencjonalna okazała się na bardzo trudnym zakręcie – działa pod dyktando firm farmaceutycznych.

 – O! Akurat o tym ciągle przypominam słuchaczom na uniwersytecie – macie do wyboru: albo pracujecie dla zysku producentów pigułek, albo pracujecie nad sobą dla samouzdrowienia!

 – Wie Pan, wczoraj napisałam artykuł o tym, jak strasznie szkodliwe jest obniżanie poziomu cholesterolu. Nie może być podziału cholesterolu na dobrą i złą frakcję. Każdy jest potrzebny.

W Polsce teraz przyjęto normę cholesterolu do 200 mg/dl, wtedy jak normalna granica – 250 mg/dl. Jeżeli mniej – zaczynają się problemy: organizm otwiera się przed nowotworami.

Można bezpiecznie, mając 300 mg/dl, nawet 400 mg/dl nie martwić się, ponieważ nie ma stałego poziomu cholesterolu; wszystko zależy od wątroby. Wątroba to jest klucz do zdrowia. Już w ciągu 15 lat organizuję i prowadzę terapię oczyszczania wątroby. Te zajęcia są bardzo popularne, mam pacjentów z całego świata.

Poziom cholesterolu może być bezpieczny od 250 mg/dl do 300 mg/dl, a wątroba sama wie ile jej trzeba, ponieważ cholesterol jest wstępnym produktem dla tworzenia żółci.

Kiedy wykonujemy dużo pracy fizycznej, czy przeżywamy wielkie emocje, albo stresy, wtedy zapotrzebowanie wątroby na cholesterol jest większe. I w tej dynamice zmian ktoś usiłuje postawić kreskę, ustanowić normę, tak niby nasz organizm jest bezduszną maszyną, którą wystarczy tylko raz uruchomić i jej koła będą się obracać jednakowo. To jest absurd!

 – Niemniej, widzimy w telewizji reklamę najnowszego środka, proponowanego dla obniżenia poziomu cholesterolu...

 – Proszę Pana, teraz na tym polu informacyjnym rozgrywa się prawdziwa walka koncernów światowych – producentów margaryny i producentów leków antycholesterolowych. Tymczasem margaryna jest najgorszym tłuszczem, jaki można sobie wyobrazić. Niszczy zdrowie.

A cholesterol trzeba zostawić w spokoju. Bo rzadko się zdarza, gdy sięga powyżej 400 mg/dl. To są genetycznie uwarunkowane przypadki i z tym można się żyć.

 – Co bym Pani, Pani Nino, chciałaby powiedzieć specjalnie dla czytelników naszego pisma?

 – Za czasów socjalizmu ja zawsze mówiłam ludziom: jeżeli ci lekarz postawił diagnozę, idź do innego lekarza i sprawdź, czy jest rzetelna.

Niestety teraz medycyna nie poszła do przodu, a przeciwnie. Dlatego dziś mówię: jeżeli ci jeden lekarz postawił diagnozę, to sprawdź u drugiego, a potem – u trzeciego.

Nie jest to optymistyczne, ale to my decydujemy o naszym zdrowiu. I my nie możemy bezmyślnie i z pełnym zaufaniem oddawać sprawę swojego zdrowia w obce ręce.

Nie każdy lekarz jest szlachetny, natomiast bardzo często jest ściśle związany z firmami farmaceutycznymi i działa pod ich dyktando.

To jest bardzo smutne, a my musimy to przetrwać w zdrowiu, ale nie żebyśmy za to płacili swym złym samopoczuciem. I właśnie zdrowia i dobrego samopoczucia szczerze życzę czytelnikom „Dziennika Kijowskiego”.

 – W imieniu czytelników serdecznie dziękuję Pani, Pani Redaktor, za ciekawą lekcję uzdrawiającą!

 

Eugeniusz GOŁYBARD

Zdjęcia – autora.

(CDN.)

<strong><em>Nina Grella – „Medycyna konwencjonalna okazała się na bardzo trudnym zakręcie”</em></strong>
Nina Grella – „Medycyna konwencjonalna okazała się na bardzo trudnym zakręcie”




[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2017 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard