Formuła Gołybarda: √ 9 + 9 + 92 + 7 = 100%,

albo – formuła społeczeństwa niedojrzałego

 

Tę formułę wyprowadziłem 1999-2000 roku, ale opublikowałem po raz pierwszy w tygodniku «Слово Просвіти» (Słowo oświatowe). Naradzałem się z kolegami, nosiłem się tym materiałem, jednak nawet po publikacji miałem wątpliwości co do celowości jego ogłoszenia.

Na mój podziw, publikacja minęła dość spokojnie i nie wywołała oczekiwanego oburzenia, a tylko kilka przychylnych odzewów.

 Obecnie, gdy minęło dziesięć lat, Formuła Gołybarda nie tylko nie straciła na wadze, wręcz przeciwnie – nabyła jeszcze większej aktualności. Przecież Naród Ukraiński nadal trwa w wieku nastolatkowym: obrażać się już umie, a uświadomić swoją odpowiedzialność za słowo i działanie – jeszcze nie.

Dlatego znów, po upływie dziesięciu lat, podając tę informację do przemyślenia, pragnę pomóc obywatelom krytycznie spojrzeć na siebie z boku i wyciągnąć własne wnioski.

Rozumiem, że niektórzy czytelnicy, po przeczytaniu tekstu, mogą się obrazić. I to wcale nie dlatego, że tu są na to podstawy, ale dlatego, że nasze społeczeństwo, między innymi, w znaczącym stopniu jest reprezentowane przez osoby niedoskonałe, które nie mogą, a poniekąd nie chcą tej niedoskonałości uświadomić.

Bo kedy dorośli panie i panowie, śpiewając Hymn Ukrainy, naiwnie wygłaszają: „Zginą nasi wrogowie, jak rosa na słońcu...”, – robi się smutno. Smutno ze względu na perspektywę tego „chóru dziecinnego”, który oczekuje, że porządek demokratyczny, sprawiedliwość i dobrobyt w Ukrainie utworzą się same z siebie.

Nadszedł czas, kiedy Ukraińcy powinni wziąć się w garść i zamiast się rozwodzić o swojej mentalności, należy zacząć pracę nad sobą, doskonaląc swój umysł, ciało i duszę, biorąc na siebie odpowiedzialność o los własnej Ojczyzny i za budowanie demokratycznego i sprawiedliwego państwa.

Zresztą, to wszystko może dotyczyć nie tylko Ukraińców...

 

Na pograniczu statystyki

Numerologia, jak pewien rozdział okultyzmu, nie tylko w epokę przedchrześcijańską (szczególnie w starożytnym Egipcie), ale i teraz przyciąga do siebie uwagę niektórych ludzi.

Znajdując się na pograniczu naszej wiedzy-niewiedzy, numerologia usiłuje znaleźć odpowiedzi na pytania, które powstają nie tylko na poziomie indywidualnym poszczególnych ludzi, ale też próbuje wyjaśnić zjawiska i trendy, które zachodzą w społeczeństwie.

I chociaż w ciągu kilku tysięcy lat nie udało się znaleźć dowodów przekonujących (a przede wszystkim - ścisłych) i odpowiedzi na pytania, nagromadziła się pewna statystyka, której nie można ignorować.

  Naprzykład, przez całą historię ludzkości na każdą setkę nowonarodznych dziewczynek rodzi się, średnio, 106 chłopców. Dlaczego tak jest i jak wychodzi, kto i w jaki sposób reguluje i utrzymuje tę proporcję, pozostaje zagadką.

Wiadomo jednak, że niewielkie odchylenia (±5 chłopców) od średniej proporcji współczynnika urodzeń mogą uprzedzać o nadejściu okresu wojen, agresji, niepokoju, albo przeciwnie – stabilnych okresów rozwoju pokojowego, sprzyjających rozwoju kultury, nauki, gospodarki.

W naturalnym szeregu cyfr od 0 do 9 każda pozycja zawsze wywoływała u ludzi pewne skojarzenia, obrazy, odczucia, nawet wspomnienia, i nie tylko z okresu szkolnego, kiedy „dwója” kojarzyła się z paskiem taty albo ze łzami mamy.

Na poziomie wyobrażeń tradycyjnych, przekazywana jest sympatia do cyfry 7, z którą się wiążą takie pojęcia, jak niepowtarzalność, niepodległość, suwerenność, nawet arystokratyczność i szlachetność. I rzeczywiście:  „siódemka” – według formy zewnętrznej – jest bardziej oryginalna od innych liczb, a według treści – najbardziej prosta cyfra w podanym szeregu od 0 do 9, bo dzieli się tylko przez samą siebie.

„Siódemka” ma pewny stosunek do światowych stałych. Naprzykład, w 11-rocznym cyklu zmian aktywności słonecznej trwałość jego pierwszej fazy – od maximum do minimum wynosi akurat 7 lat. I właśnie te siedem lat są wyznacznikiem treści heliogeograficznych zmian na Ziemi.

Naprzykład, ten fakt, że w listopadzie 2002 roku, na naszej planecie „obudziły się” i aktywnie działały trzy znane wulkany (co ważne – Etna w Europie), jest przejawem logicznym wspomnianych wyżej zmian.

Jeszcze bardziej przekonujące były skutki podwyższenia aktywności słonecznej 2011 roku, kiedy w lipcu-sierpniu ilość plam słonecznych zwiększyła się prawie poczwórnie.

„Siódemka” pociąga ludzi o wyraźnej indywidualności. Ale nie tylko. Bo zdecydowana większość właścicieli samochodów podczas rejestracji pragnie ortzymać numer z „siódemką”.

Małych cyfr nie lubią. Lepiej już puste 0 – nieokreśloność, tajemnica, miejsce wolne i oczekiwanie na lepsze czasy.

Obawiają się cyfr parzystych, które się dzielą, a więc niosą w sobie pewną dwoistość, nietrwałość, tymczasowość, niepewność. Wyjątkiem dla niektórych osób może być najwyżej „ósemka”, czyli „dwójka” w sześcianie, a więc cyfra, reprezentująca  przestrzenną (trójwymiarową) doskonałość i, zarazem, jest całkowicie symetryczna.  

Górną granicą jakiegokolwiek wymiaru jest „dziewiątka” – największa cyfra szeregu. Ona odźwierciedla granice możliwości, kres ludzkiej wyobraźni, pragnień, osiągnięć. Nie przypadkowo górny poziom czystości metali oznaczają liczbą 999,9, a średnia granica trwałości życia ludzkiego nie może przekroczyć 99 lat.

„Dziewiątka” – liczba społecznie znacząca. Jeżeli „siódemka” zazwyczaj wyznacza optimum, przede wszystkim sympatii indywidualistycznych, istnienie których ciężko wyjaśnić z pozycji zdrowego rozsądku, natomiast „dziewiątka” nie potrzebuje szczególnych preferencji – jest ona ostatnia, koniec; dalej w szeregu stoją tylko kombinacje cyfr. Dlatego „dziewiątka” jest zdolna odźwierciedlać  elementy „wejściowe” – naprzykład „trójkę”, podniesioną do kwadratu, albo sumą 7+2.  

Uparta arytmetyka

 Dany materiał – nie jest przeznaczony do zbioru artykułów naukowych, a więc czytelnicy wybaczą mi brak odsyłaczy na publikacje akademickie i brak cytatów szanowanych badaczy.

Faktem jest, że niezależnie od ilości pieniędzy, które się iwestuje w oświatę i przygotowanie nowego pokolenia intelektualistów, cząstka erudytów, elity umysłowej, w jakimkolwiek państwie, niezależnie od warunków, poziomu i doskonałości społeczeństwa, z reguły, nie przekracza 12%. Czy to w Wielkiej Brytanii, czy w Chinach.

Oczywiście, że nas bardziej interesuje Ukraina. Otóż, uściślijmy najpierw strukturę ogólną społeczeństwa, formułę jakiego wyniesiono w tytuł owego materiału na podstawie „dziewiątki”.

Pierwsza grupa – √ 9 (pierwiastek kwadratowy z dziewięciu), czyli 3% – to ludzie mądrzy, i zarazem, uczciwi (MU).

Druga grupa – 9% – mądrzy, ale nie zawsze słuchają głosu własnego sumienia i dbają tylko o siebie kosztem innych. Dlatego, z punktu widzenia społeczeństwa oni są nie bardzo (albo zupełnie nie) uczciwi (MNU).

Trzecia grupa – 92 = 81% to dość niepewny, często nieprzewidzialny według swojego postępowania, całokształt ludzi, dla których charakterystyczna jest pewna niedoskonałość świadomości – umysłu i sumienia (NMNU), którzy swoim zachowaniem (zwłaszcza w warunkach presji na nich) bardziej przypominają masę galaretową.

Każdy członek tego całokształtu (trzeciej grupy) gotów jest szukać przyczyn swoich niepowodzeń i niepowodzeń społeczeństwa nie w sobie, a poza sobą, zawsze łatwo i niewidocznie dla siebie przeskakuje z jednych (zdawało by się, twardych i niepodważalnych) przeświadczeń na inne, albo z uporczywością, wartą lepszego zastosowania, trzyma się zwykłych stereotypów, które dawno straciły jakikolwiek sens.  

 Wśród nich – dużo młodzieży lekkomyślnej. Jednak najbardziej jaskrawymi przedstawicielami tego całokształtu są osobistości dobrze znane, dość solidne i, wydawało by się, świadome (sądząc według ich licznych wystąpień), z których wielu dotychczas pretendują na rolę trybunów Narodu.

Właśnie o nich powiedział Dmytro Pawłyczko w znanym wierszu "Sąd":

A przeciwwszyści, intelektualiści,
     Co się nazwali Narodu mieczem
     I cierpienia swoje wszystkie ośpiewali,
     I kobietę w białym kamienowali,
     I oddali ją na sąd miernot.
     O geniusze, złością oznaczeni
     Cudzego rozumu samolubnego!
     Nie walczyliście z dżumą i cholerą,
     Bo jesteście sami – i dżumą i cholerą.

 A więc: 3% + 9% + 81% = 93%.

Zostaje jeszcze uwzględnić grupę tych biedaków, których nam Bóg dał dla doskonalenia naszej miłości do bliźnich, dla uświadomienia sobie naszego obowiązku w stosunku do ubogich – niewidomych, niepełnosprawnych, beznadziejnie chorych, niedorozwiniętych i innych, a także niemowląt, które nie mogą zadbać o sobie same. Takich w każdym społeczeństwie jest mniej więcej 7%.

To akurat ta „siódemka”, którą tak lubimy. A więc miłujcie i troszczcie się o tych członkach społeczeństwa, o których Jezus Chrystus powiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże”.  

Te 7% zostały nam dane, abyśmy się uczyli żyć i doceniać życie bez głupstw, uczyli się współczuć, miłować i przebaczać. Oni nam przypominają o wysokim sensie i ujawniają głęboką treść Kazania na Górze Syna Bożego.

Dlaczego napisałem w tytule „społeczeństwa niedojrzałego”? Bo za każdym jego składnikiem widzimy konkretne osoby, zjawiska i wydarzenia.

Stanowiska, stopnie naukowe, ordery na piersi czy gwiazdki na naramiennikach – są tutaj do niczego. Najważniejsze jest to, czy jesteś gotów (i czy zdolny) zrobić coś dla drugiego człowieka.

MU – są to osoby, oddane swojej posłudze na rzecz wspólnoty, tacy jak księżna Olga, Taras Szewczenko, Iwan Franko, Jewhen Konowalec, Andrij Sacharow, Wasyl Stus, Wjaczesław Czornowił. Są otwarci, prawdziwi i naiwni, gotowi do ofiarowania się, myślący, przewidzialni.

Oni doceniają czas i życie, rozumieją jego sens i krótkotrwałość, oni nie pójdą na kompromis z sumieniem. Dla nich lepiej jest umrzeć, aniżeli zdradzić, oni ważą każde słowo i w całości oddają się sprawie.

 Przez to wśród nich jest mało polityków (w tradycyjnie negatywnym, współczesnym rozumieniu tego pojęcia); bo chociaż oni nigdy nie rezygnują z propozycji stanąć na czele ruchu społecznego, jednak, jeśli powstaje konfrontacja, nigdy nie przekraczają granicy przyzwoitości.

MNU – to, przeważnie, politycy, finansyści, dysponenci, administratorzy, urzędnicy, dowódcy i wodzowie. Zdecydowana ich większość – bawiące się trójkowicze w szkole, dla których było ważniejszym być liderami w swoim otoczeniu i kształtować swój charakter, aniżeli troszczyć się o wysokie oceny maturalne.

Tym bardziej, że większość z nich pochodzi z majątkowo dobrze ukształtowanych rodzin, a więc przyzwyczajeni do wygody i dostatku. Tacy nie marzą stać muzykami czy górnikami, w ich środowisku docenia się trzeźwy rozsądek, miernikiem którego występują pieniądze, a osiągnięciem – rozmiar dochodu i poziom stanowiska.

Ich dewizą: „Cel uświęca środki!” Dlatego nie brak wśród nich oszustów. Żeby zrabować bank, trzeba posiadać cechy podobne do cech kandydata na posła. Tym bardziej, że technologie osiągnięcia celu w obu przypadkach są podobne...

 

Szarość, jak szara masa

Proszę sobie wyobrazić, że nagle, całkiem niespodziewanie, musicie stanąć na czele pewnej gazety. „Powiesili” na was zespół ludzi, za każdym z nich – rodzina, a więc należy zapewnić im wypłatę pensji. Jeszcze trzeba kupić papier, zapłacić drukarni za druk gazety, a poczcie i odpowiednim spółkom– za kolportaż, ponadto zapłacić  czynsz…

Zastanawiacie się: skąd wziąć pieniądze? Żeby gazeta się opłacała, nakład powinien być nie mniej 20 000 egzemplarzy, a jeżeli nie ma dochodów z reklamy, to – 40 000 egzemplarzy i więcej. Otóż, tzreba zrobić wszystko co jest możliwe, żeby nabywców gazety było jaknajwięcej.

A co należy robić, żeby gazeta była ciekawa dla dużej masy czytającej? Trzeba drukować to, co duża masa czytająca postrzega łatwiej, bez większego wysiłku umysłu nie zaczepiając kwestie wrażliwe, które niepokoją sumienie.

Jeżeli pisać poważnie na  tematy poważne i odpowiedzialne, gazetę będą kupować tylko czytelnicy z tych MU (3%) i gazeta (zespół) zbankrutuje. Nie trzeba też spodziewać się na te MNU  (9%), którzy mają pieniądze i wydają własne gazety, odźwierciedlające ich interesy specyficzne.

W każdym bądź razie, trzeba się liczyć z tymi NMNU (81%), jeżeli chcesz konkurować na rynku gazetowym z tymi, którzy już wcześniej poszli tą drogą.

Oznacza to, że gazeta, jej treść, powinna się podobać, przede wszystkim, tym NMNU, powinna odpowiadać gustom i upodobaniom tych, kogo pogardliwie nazywają elektoratem. Do rzeczy, właśnie na takich obliczona zdumiewająco głupia reklama telewizyjna.

Podawaj im „ciekawostki” z życia rządzącego beau monde i pikantne szczegóły z życia gwiazd show-biznesu, cotygodniowy (albo i codzienny) horoskop, który uwalnia od odpowiedzialności osobistej i tym uspokaja sumienie („gwiazdy się tak ułożyły!”).

Również dobrze odbierana jest słodka opowieść o zdumiewającej karierze współczesnego „kopciuszka”, która z seks-niewolnicy wyszła za mąż za milionera; anegdoty – tak samo konieczne jak wątpliwe improwizacje wokół pytań płciowych (Freuda obecnie uznają niemal z przedszkola).

Do wiązanki publikacji liczonych na NMNU można dodać rozbudowany artykuł analityczny  o zaletach demokracji liberalnej w warunkach kosmopoloityzacji świata i rozważania o naszych głębokich korzeniach historycznych, przemilczając fakty rzeczywistego (i oczywistego!) wchłaniania Ukrainy przez Rosję obecnie.

Właśnie na te 81% obliczone współczesne PR-technologie w ich najgorszym zastosowaniu.

  Rozumiem tych, kto się już oburzył. Ale też  myśle teraz o takich, kto nie znając podanej formuły, jeszcze z czasów carskich, a potem bolszewickich uważał i uważa, że „naród – to tłum!”, że „z materiału ludzkiego można wyrzeźbić wszystko”.

Bo to oni – najgorsi przedstawicieli MNU z tych 9% byli zawsze są pewni tego, że przestraszeni 81% postrzegą i w sposób milczący połkną (aczkolwiek na różne sposoby) Gołodomor i GUŁAG, do jakiego będą wysyłać najlepszych przedstawicieli z MU = 3%, podczas gdy NMNU  = 81% będą milczeć przestraszeni.

Będą milczeć i przyzwyczają się jeszcze bardziej cierpieć poniżenia, tracąc godność.  

Po utworzeniu ZSRR w 1924 roku już nie było żadnego poważnego sprzeciwu masy wobec władzom, a właśnie wtedy to teror państwowy Moskwy wzrastał dzięki „czystkom”.

Dlatego i w nowszych czasach „niezależności” mało kto na Ukrainie się oburzył moskiewskimi „czystkami” w Czeczenii. Z tego powodu (z powodu bandyckiej likwidacji całego narodu, który ma jeszcze siłę na partyzantkę) w Kijowie nie było żadnego większego protestu. Nawet wtedy, gdy rosyjski „specnaz” (wewnętrzne siły specjalne) zatruł Ukraińców podczas operacji wyzwalania zakładników w Moskwie, milczały nie tylko NMNU , ale też większość z MU.  

Mało kto z NMNU = 81% prawdziwie się oburzył jawnie antyukraińską kuczmonomiką, сzyli systemem władzy kryminalistycznej, jaką obserwujemy w ciągu 20 lat z zainteresowaniem kibiców na stadionie.  Istniejący na Ukrainie od 2010 roku monopol władzy kryminalistycznej już nawet liściem figowym demokracji się nie przykrywa. Jakiekolwiek odwołania opozycji zagasają w masie żelowej NMNU , jak fale sztormowe w bagnie...

 Nie śpieszmy się obrażać. Zastanówmy się. Ponieważ struktura i proporcje formuły √ 9 + 9 + 92 + 7 pozostają stabilne w każdym społeczeństwie, na każdym poziomie jego doskonałości.

Otóż to właśnie ten pokaźnik – poziom doskonałości społeczeństwa zależy od tego, na ile wszystkie jego członkowie (szczególnie te NMNU = 81%) niezależnie od oświaty, stanowisk, możliwości finansowych i osobistych intencji niosą w sobie godność Narodu.  

 Poziom doskonałości społeczeństwa zależy od tego, na ile obywatele państwa szanują siebie i swoją ziemię ojczystą, na ile są zdolni do poświęcenia osobistego dla dobra społeczeństwa i na ile są gotowi do obrony PRAWDY,  a więc przezwyciężenia siebie, swojego lęku i niedoskonałości.

 

Eugeniusz GOŁYBARD





[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2017 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard