Nasi górą!

Wiktoria Radik: «Jestem optymistką z wyboru!»

Nie tylko szanowni Państwa Czytelnicy, ale również koledzy z naszej redakcji czasami narzekają: «Сiągle, prawie w każdym numerze publikujecie o Wiktorii Radik. Czy nie za dużo?»

Nie za dużo, bo wyjątkowo. Tym razem—z powodu nadania p. W. Radik tytułu honorowego - «Заслужений працівник культури України». Otóż, mając w osobie p. Wiktorii postać zasłużoną ze wszystkich stron (przecież od 1990 roku nosi tytuł «Zasłużona dla Kultury Polskiej»), mamy podstawy by zapytać:

- Pani Wiktorio, w jaki sposób doszło do tej wszechstronnej zasłużoności? Skąd się Pani w ogóle wzięła?

- Urodziam się w Rydze. Ojciec był wojskowy i jego jednostka akurat stacjonowała wtedy na Łotwie, skąd pochodzi moja mama. No i wędrowaliśmy po ZSRR przez różne miasteczka wojskowe, dopóki ojciec nie dostał skierowania do swego miasta rodzinnego, tzn do Kijowa, gdzie od roku 1961 ulokowaliśmy na stale...

- Czy rodzice już wtedy nalegali by młoda dziewczyna Wiktoria zajęła się muzyką, czy to była osobista inicjatywa Pani?

- Upodobania muzyczne w naszej rodzinie istniały tak ze strony ojca, jak i ze storny mamy. Tato przy każdej okazji chętnie popisywał się pięknym barytonem, a mama podśpiewywała, jak to wtedy było tradycyjnym elementem polskiego wychowania rodzinnego w Dyneburgu (teraz - Daugavpils) na Łotwie.

- Otóż, Pani ma głębokie polskie korzenie...

- Dobrze pamiętam, jak moja babcia Józefa Raubiszko zawsze w niedzielę na Mszy Świętej śpiewała bardzo czystym, wysokim i mocnym soprano. Między innymi, jak upewniliśmy tym latem, chór parafialny w tym kościele istnieje dotąd i śpiewa po łacinie i po polsku, i co nedziela - nowa Mesa.

Do pierwszej Komunii doszłam właśnie tam i – co ciekawe – to było wtedy, kiedy proboszczem parafii przy kościele p.w. św. Józefa w Dyneburgu był młody, piękny, śpiewający cudownym barytonem ks. Jan Purwiński, który teraz jest biskupem naszej diecezji Kijowsko–Żytomierskiej. Ksiądz Jan jest bardzo bliski naszej rodzinie, ponieważ celebrował Mszę ślubną moich rodziców.

Za czasów mojego dzieciństwa żadnej radiofonii w kościołach jeszcze nie było i wtedy donośny głos ks. Jana brzmiał naprawdę mocno i przejmująco w akompaniamencie organów, postawionych jeszcze w XIX stuleciu.

- Podobno to były pierwsze wrażenia muzyczne, które wywołały przychylność Pani do muzyki?

- Wywołało wszystko: i wrażenia, i genetyka, i pewne intencje rodziców. Było tak, że mieszkaliśmy w niewielkim miasteczku estońskim Tapa, gdzie znajdowała się jednostka wojskowa taty. Właśnie tam mama zaprowadziła mnie do szkoły muzycznej, mając na myśli fortepian. Natomiast uśmiechnięty nauczyciel–Estończyk, kiedy popatrzył na moje paluszki siedmioletniego dziecka, powiedział: «Akurat nadają się na skrzypce!»

Byłam wtedy małą i drobną, więc zamówiono dla mnie specjalne skrzypce - tzn «czwartkę», no i męczyła sobie otoczenie ćwicząc gamy i etiudy. Po kilku miesiącach, i to całkiem niespodziewanie, znaleziono wśród starych mebli w szopie na podwórku babci prawdziwy antyk -skrzypce ręki wybitnego majstra z początku XIX stulecia.

Ten skarb do dziś zachował się w naszej rodzinie. Czasami odczuwam jakby nostalgię, otwieram futerał i biorę skrzypce, żeby przypomnieć sobie tamte czasy...

- Co było dalej z tą szkołą?

Szkołę muzyczną jako skrzypek ukończyłam już w Kijowie, kiedy tata skierowano tu na stale. Ćwiczyłam wtedy na skrzypcach zacięto po cztery godziny dziennie Mocarta, Bacha, Wiwaldiego i innych...

- Widocznie zajmowała się Pani wtedy wyrobieniem sobie mocnego charakteru...

- No... bo wie Pan, bardzo wiele zależy od pedagoga... Dla mnie takim wzorcem nauczyciela z prawdziwego zdarzenia była pani Iryna, bardzo młoda nauczycielka z teorii muzyki. Na jej lekcjach ja zawsze śpiewałam z radością...

- Oczywiście te śpiewy i skrzypce bardzo dobrze ukształtowały gust muzyczny Pani po dzień dzisiejszy, ale... jak i kiedy Pani, Wiktorio, opanowała również fortepian?

- W tamtych sowieckich czasach rodzinie było bardzo trudno znaleść środki na kupno takiej kosztownej rzeczy. Nie mniej, widząc moje starania, rodzice zaczęli pomalutku odkładać i wreszcie w naszym domu pojawił się wymarzony instrument.

Więc po szkole muzycznej wstąpiłam do Konserwatorium Ludowego przy Akademii Muzycznej, ponieważ na tej uczelni można było studiować bezpłatnie.

- Zechciała Pani być wokalistką, instrumentalistką czy dyrygentem?

- Akurat na ten moment ze wszystkich moich zachcianek najlepiej mi poszła estrada. Kolega ze szkoły muzycznej zorganizował zespół młodzieżowy, w którym śpiewałam. Naszymi idolami wtedy byli Bitelsy. Występowaliśmy na scenie klubu fabryki produkującej szampan. Solennie nas oklaskiwano, mielismy fanów, graliśmy do tańców, z tym że wszystkie pieniądze zabierał sobie nasz manadżer Aleksandr.

- A jak na to patrzyli rodzice?

- Po ukończeniu szkoły średniej i szkoły muzycznej rodzice namawiali mnie abym uczyła się dalej. Odczułam wtedy w sobie zdolności nauczycielskie, a więc podałam dokumenty na pedagogikę muzyczną uniwersytetu im. Drahomanowa.

Przed egzaminem koleżanki mnie namówiły by zażyła pigułki uspokajające. No i tak się uspokoiłam, że byłam całkiem nijaka, a więc spokojnie nie odpowiedziałam na bardzo prościutkie pytania i zadania muzyczne. Otrzymałam dwóje z przedmiotów, z których miałam już potem same piątki.

- Ciężko Pani przeżyła ten niewypał?

- To był dla mnie prawdziwy szok, który przeżyłam bardzo boleśnie. Ale los człowieka jest wielką cekawostką i tajemnicą w zamysłach Bożych. Akurat wtedy moi rodzice wydali na świat mego braciszka Włodka. Miałam wtedy już szesnaście lat i na spacerkach z wózkiem dziecięcym nieraz byłam odbierana jako młoda matka. I cieszyło, i śmieszyło, i dodawało autorytetu. Widocznie to wrażenie ze strony bylo dość przekonujące (a doświadczenie – w miarę uświadomiające), ponieważ za parę miesięcy po tym mnie zatrudniono na stale do przedszkola. W mojej grupie były dzieci w wieku trzech, czterech i pięć lat.


Strona: [1] | [2] | [3]




[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2017 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard