Premiera rubryki: Nasze korzenie

Karta Polaka! Teraz to brzmi na Ukrainie jak wyzwanie, jak znak czasu, wywołując cały wachlarz emocji w różnych warstwach wielonarodowego społeczeństwa ukraińskiego – od niepohamowanej szczerej radości do czarnej zazdrości.

Jak zawsze, wszystko zależy od przyzwoitości, uczciwości, serdeczności, zresztą – inteligencji konkretnej osoby. A dla nas, Polaków, ta Karta jest donośnym znakiem wielkiej miłości ze strony Macierzy, Ojczyzny przodków, skąd korzenie nasze, skąd nasz ród.

Cały czas się bałem...

Więc o korzeniach – nasza pierwsza rozmowa z panem Konstantym Kosakowskim, skromniutkim i poczciwym człowiekiem, którego najczęściej widzimy w kościele św. Mikołaja, kiedy idzie z tacą pod czas Mszy Świętej.


Костянтин Косаківський (Konstanty Kosakowski) боявся, бо знав, що совєцько-комуністична влада зробила з сотнями тисяч його одноплемінників-Поляків. 


– Może by pan, panie Konstanty, zechciał coś na początku powiedzieć o sobie?

– No... bo ja wiem... Urodziłem się 1926 roku w Kijowie. Mimo moich sędziwych lat dobrze pamiętam, jak mama mnie doprowadzała do polskiego przedszkola na Chreszczatyku. Później uczęszczałem do polskiej szkoły na uliczce Rylski prowułok. Ledwie zdążyłem skończyć drugą klasę, jak szkołę polską zamknięto. Stało się to, o ile pamiętam, w 1936 roku.

– A skąd znaleźli się w Kijowie Pana rodzice?

– Ojciec – Kosakowski Ludwik – urodził się w Polsce. No i jako obywatel imperium rosyjskiego,

Mama, Łastowiecka Julia – wiadomo: prowadziła dom, wychowując nas dzieci – mnie, i moich sióstr – Wandę i Władyslawę, jako najmlodszej.

– A dlaczego zamknięto szkolę polską, – jakoś to wyjaśniano, usprawiedliwiano?

– Zamknięto również polskie przedszkola, inne szkoły polskie, polski teatr, polskie towarzystwa i placówki kulturalno–oświatowe. Z tego co mówili dorośli, dowiedziałem się że zaczęto psześladować i „zabierać” inteligencję i księży narodowości polskiej.

Mówiono, że niby posądzano ich w NKWD o polskie podziemie kontrrewolucyjne.

– A co na to rodzice?

– Szczegółów to ja nie wiem... ale faktem jest, że pewnego dnia ojciec poszedł do Konsulatu polskiego, gdzie miał rozmowę na temat wyjazdu do Kraju. Kiedy powracał do domu, zauważył że jest śledzony. Następnego dnia był aresztowany i oskarżony o szpiegostwo na rzecz Polski.

– Oczywiście, że to była całkowita bzdura...

– Tak... ale to był rok 1938, rok rozkręcania wielkiego zastraszenia ludzi... Ojcu „dali” 10 lat obozu koncentracyjnego, ale po trzech miesiącach rozstrzelano. Teraz już otrzymałem dokumenty z SBU, że ojciec nie miał żadnej winy... No i że niby zmarł w Sybiru, w miasteczku Uchta. Jeszcze napisano w tych dokumentach dokumentach taką bzdurę, że niby przyczyna śmierci – „zgrzybiałość starcza”. Kłamią oczywiście.

– Co robiliscie jak ojca zabrano?

– Jak zabrano ojca, wokół naszej rodziny utworzyła się „martwa strefa”. Nawet sąsiedzi inikali nas. My również starali sie być niezauważalnymi.

Kiedy zaczęła się wojna niemiecko–sowiecka, siostre Władyslawę mobilizowano na budownictwo strefy obronnej wokół Kijowa. Potem okoliczności potoczyły sie takim torem, że musiała zostać w Kijowie pod czas okupacji. Zresztą, nie mogła porzucić mamę samą.

Niestety, pewnego dnia siostra wyszła na bazar, zapominając wziąć ausweis (okupacyjne świadectwo osoby), a tu łapanka... Nikt tam nie chciał nic znać, a tylko tego samego dnia wywiziono ją do Niemiec na prace przymusowe. Na początku otrzymywaliśmy od niej listy, a potem – ani listów, ani jej... i slad zaginął.


Strona: [1] | [2]




[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2017 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard